Samotność.Nie macie czasem wrażenia,że czasem jej nawet chcecie? , a jak przyjdzie co do czego to brakuje Wam tej innej osoby?
Nie umiem, (a może nie chce?) siebie zrozumieć.
Lubie być sama, sama słuchać muzyki, siedzieć przy kompie, sama chodzić po nowe ciuchy itp do sklepu, sama jeżdzić rowerem, a czytać ksiażki to kocham, tak wygląda mój świat. SAMA- opróz kota i taty z którym mieszkam, ale raczej z nim nie pogadam- nie mamy wspólnych zainteresowań. Chyba ,że brakło nam pieniędzy na utrzymanie to przychodzi do mnie z pytaniem o kase. I tak to wygląda. Wracam z pracy, siedze w domu robiąc rzeczy powyżej. Ba!! nawet nie mam chłopaka- co powoduje zdziwienie znajomych i sąsiadów z domu w którym mieszkam-ale go nie chce (szczególy innym razem), chodziaż brakuje mi tej drugiej osoby. Szczególnie latem.
Mam znajomych- no właśnie- znajomych z którymi nie jestem blisko. I jak jest ciepło nie mam zkim jechać nad wode (a niby lubie byś sama) -sama nie pojade. Nie mam z kim do np. kina jechać. Dlaczego ja tak mam? Chce miec kogos , a nie chce. Nie wiem czemuu tak mam.
Wole (?) częściej -prawie zawsze- spędzać czas sama niż wyjśc gdzieś z kimś i słuchać jej (jego) paplaniny, problemów i zmartwień- jak jej chłopak, rodzinato czy tamto- bo przeważnie tak jest! Gadają o problemach swoich-przeważnie o kasie...A ja mam własne i nie chce wiecznie słyszeć jeszcze cudzych!To jest druga strona medalu. Jak jestem sama jestem od tego wszystkiego wolna! Chce i jednocześnie nie chce dlatego sie z nikim kolegować.A co dopiero przyjaźnić!! Nie mogłabym! Chyba ze względu na moje samolubstwo!(?) Bo ja zaczełabym gadać o swoich i zawsze stawiałabym na swoje , a te inne bym olewała! Dlaczego? ponieważ wnerwiało by mnie i drażniło ,że oni smęcą tylko o sobie , o jednym i tym samym, brakiem funduszy itp. ,a ja zostaje jeszcze "przyciśnieta" ich sprawami.Oni chyba są nieświadomi, że ktoś inny też je ma? A ja? też mam potrzeby się wygadać, ale co to zmieni? Samo gadanie nic! Dlatego nie chce o nich gadać wystarczyże je mam.
Mój tok myślenia, samolubstwo (?) po tym - nie wiem jak to nazwać!! Zaczeło sie właśnie wtedy. Postawiłam na własne życie.Nie chce sie wiecznie dołować,martwić czy wpadać w depresje. Kończe policealną za pól roku. Ponieważ przeważnie ludzie narzekają jak z nimi przez przypadek sie spotykam, że jest im ciężko ,że nie mają lekko- i co mnie poprostu rozwala, bo własnie o to narzekanie chodzi. Właśnie ,że ja nie mam za różowo- pracuje tylko ja- stary nie pracuje, liczy na rente( to innym razem.Teraz w skrócie), sądzi ,że uda mu sie pójść na latwizne,a Zus nie ustepuje od póltora roku (straciłam juz rachubę czasu) może i dłużej. W skrócie! Jest na moim utrzymaniu i wiecej chyba daje kasy na apelacje niż gdyby Zus mu dałby w koncu tą rente. Wracając do tematu , to ja mam kupe własnych zmartwień , które nie odpuszczą- a ja mam jeszcze innych pocieszać czy wysłuchiwac?- Mam dość. Niech se radzą z własnymi problemami sami skoro ja z własnymi muszę sama. Nikt nie pociesza i nie pomaga.A ja musze? (jestem czy nie samolubem?). Meczy mnie to po prostu ,że innych muszę wysłuchiwać, a mam takie same problemyo których z logicznego punktu widzenia nie da sie zapomnieć.
Ale z drugiej strony fajnie jest tak z kimś wyjść. Ba! Po prostu sie do niego odezwać
Mam znajomych na nk czy gg, ale co to za znajomość? Żadna skoro sie nie widujemy
Wole też byc sama ponieważ postawiłam sobie cel. Wyjść z tych problemów. Głównego- wyjść w końcu z długów, chce dokonczyc szkołę. Nazbierać kasy i :albo wyjechać za lepszym życiem albo rozkrećić swój własny interestutaj lub za granica. Mam swój cel i chce go osiagnąć.Nikt na to nie wpłynie. Za długo siedze w biedzie.
Marzenia to ostatnie co mi pozostało:D